Boks reklamowy

Nowotarski splin - "Magia zakupów lat 70-tych "-Norberta Rapackiego


Dzisiaj zakupy przedświąteczne w naszym mieście to żaden problem. Idziesz do marketu, przedzierasz się przez góry produktów, kupujesz co ci potrzeba (a czasem to, czego nie potrzeba) i jak się sprężyć - po godzinie zakupy zrobione. A dzisiaj chcę was zaprosić na zakupy przedświąteczne z czasów mojego dzieciństwa, w lata 70 Nowego Targu...

...Godzina szósta rano. Pobudka. Siatka, karteczka i pieniądze. Biegiem po chleb, żeby nie brakło. Piekarnia jest za mostem „ koło Dudy”. Jeszcze ciemno, kolejka ogromna i ten zapach porannego, świeżego i jeszcze ciepłego chleba! Pusty żołądek się skręca, ślinka cieknie... Po półgodzinie chleb na święta zdobyty. Biegiem do domu, po drodze urywam kawałek ciepłego chleba i zjadam. To był smak!

Teraz do kolejki do warzywniaka po groch, kapustę, suszone śliwki i tak dalej. Siatka, kartka pieniądze... Siatka to była rzecz święta, reklamówki nie istniały u nas.
Na Sobieskiego były dwa takie sklepy. W sieni obok naszego domu, pani Sowińska sprzedawała owoce i warzywa, drugi sklep był troszkę dalej u pani Jurzec. Znów jakieś 20 minut i siatki pełne. Czasem szliśmy jeszcze do warzywnego sklepu spółdzielczego na Harcerskiej, bowiem tam czasem rzucali pyszne owocowe soki bułgarskie w dużych butelkach, latem - arbuzy.

Mama mówi: „Teraz po ser, śmietanę i mleko!”. Sklep nabiałowy był tam, gdzie teraz jest dyskoteka ADHD. Ser biały w wielkich blokach, czasem trafiał się żółty, topionego przeważnie było pod dostatkiem.
 Mleko – cudowne, prawdziwe (nie to co dzisiaj, które nie psuje się przez pól roku), w szklanych dużych butelkach z aluminiowym kapslem, w którym robiło się palcem mała dziurkę i po drodze popijało biały nektar.  Śmietana była w małych, ciemnych szklanych butelkach. Jeszcze masło - i z powrotem do domu.

Teraz mission inpossible – czyli karp! Centrala rybna była w Rynku tam, gdzie teraz koło Big Stara jest lokal do wynajęcia. Karpia przywozili wielką ciężarówką, tyle że nikt dokładnie nie wiedział kiedy przyjadą, i ile będzie karpia. Każdy brał za honor zdobyć rybę na Święta, więc sceny czasem były dantejskie. Jeśli miało się szczęście, to po jakiś dwóch godzinach w siatce trzepał się karp, którego zaraz wpuszczaliśmy do wanny pełnej wody, by się odmulił, jak mawiała babcia.

Potem wędliny. Koło dzisiejszego pasażu Stare Cło, tam gdzie obecnie znajduje się bank z czerwonym logo, był sklep mięsny. Ciężko było tam coś kupić. Jeśli się już trafiło, to było to pyszne.
 Pamiętam wielkie haki na ścianie i połacie pięknej, białej słoniny. Mięso kupowało się na „ćwiartki” u chłopa, jeśli ktoś miał dojścia. Najlepszą kiełbasę (no taką prawdziwą, nie tą co dzisiaj) przywoziliśmy od wiejskiego masarza. Wszystkie te działanie były oficjalnie nielegalne, ale jak najbardziej funkcjonujące! Kto miał wtyki w mięsnym, też bez szynki na święta nie został...

Było koło południa, więc z naszej ulicy wszyscy dorośli mężczyźni już zniknęli. Niedługo 13 – więc zaczną sprzedawać, zgodnie z prawem, alkohol w monopolowym „Na zakręcie” - to było tam, gdzie teraz jest sklep z rowerami. Kolejka była dużą, ale monopol nie nawalał, a szampana z ZSRR było pod dostatkiem.
     Kto nie zdążył kupić wódki w określonym czasie, mógł się ratować zakupem na „mecie”, czyli melinie, których z tego co pamiętam w okolicy monopolowego były dwie, funkcjonowały nielegalnie oczywiście, ale wszystko grało, bo milicja w tamtych czasach też z nich korzystała.

Teraz starałem się zawsze ubłagać tatę, by ze mną poszedł na Bloki, bowiem dla nas dzieci najważniejszym w tym okresie sklepem była Składnica Harcerska na Kopernika, u pana Harcerza, jak go nazywaliśmy. Na święta rzucali z zaprzyjaźnionego NRD kolejki elektryczne Piko, które w tamtych czasach były szczytem marzeń modelarza małego jak i dużego! Czasem trafiły się jakieś Iły i Jaki, T-34 do sklejania z importu z ZSRR. Też była to rzeczy nie lada. Ówczesnym hitem były modele angielskiej firmy Matchbox, ale to był towar dla wtajemniczonych elit modelarskich. Nam zostawały marzenia o resorakach tej firmy.

W tym okresie rodzice zdobywali dla nas słynne Relaksy, w których uganialiśmy się po śniegu.
Na Sobieskiego był Pewex. Tam wchodziło się pooddychać powietrzem „ze zgniłego zachodu”.
Jeśli ktoś miał dolara, lub chociażby bony mógł kupić puszkę pepsi! To było święto, spróbować chociaż jeden łyk... Z wypiekami na twarzy patrzyliśmy na pierwsze klocki Lego. To był zaczarowany świat nie dla nas.

Może dlatego, że to czas mojego dzieciństwa, to wszystko wspominam z uśmiechem, bowiem było ciężko, ale mam wrażenie, że atmosfera Świąt Bożego Narodzenia była bardziej w nas, w ludziach, w rodzinach, po sąsiedzku – a dzisiaj, że jest to bardziej komercyjna atmosfera reklam w marketach.
Dlatego jeszcze raz życzę wszystkim tej prawdziwej atmosfery tych przepięknych Świąt, by w tych dniach zagościła w naszych sercach!

Foto archiwum autora.


Zobacz ofertę sklepu z akcesorimi i odzieżą turystyczną SZLAK.CO



2017-12-26 06:17 1266 Nowotarski splin - "Magia zakupów lat 70-tych "-Norberta Rapackiego

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie niewidoczny

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67